Niepełnosprawność bez żadnych barier... Historia Andy'ego Granta
- 3 mar 2017
- 2 minut(y) czytania

Nazywa się Andy Grant, kilka dni temu 10 km pokonał w czasie 37:17. Wynik bardzo dobry, jeśli mamy do czynienia z amatorem. Jest jednak jeden szczegół, który zmienia spojrzenie na całą sprawę. Mieszkaniec Liverpoolu dokonał tego po amputacji prawej nogi.
Cofnijmy się w czasie o kilka lat. Jest rok 2009. Andy Grant wraz ze swoim oddziałem bierze udział w jednej z wielu misji w Afganistanie. Zostaje ofiarą wybuchu bomby pułapki. Uszkodzona zostaje kość piszczelowa i strzałkowa jego prawej nogi. Początkowo lekarze decydują się na wstawienie metalowych prętów, jednak ostatecznie rok po całym zajściu podejmują decyzję o amputacji poniżej kolana. Dla wielu byłaby to prawdziwa tragedia i idealny powód, żeby popaść w depresję, dla Andy'ego był to jednak moment zwrotny i jeszcze większa motywacja do walki o pełną sprawność.
W 2013 roku ukończył w rodzinnym Liverpoolu półmaraton z czasem lekko poniżej 2 godzin. Po tym wydarzeniu wciąż kontynuował treningi. W jego głowie zrodził się plan pobicia rekordu świata na 10 km osób po amputacji kończyny, który dotychczas wynosił 37:55 (wynik nieoficjalny). Niektórzy zdrowi biegacze po kilku latach treningu nie potrafią przebiec 'dychy' w takim tempie, a co dopiero jeśli mowa o osobie niepełnosprawnej. Całość przygotowań Liverpoolczyka została udokumentowana w filmie 'Paragon'.
Jak więc wspomniałem we wstępie plan się powiódł i Grant pokonał 10 km w czasie 37:17. Wyczyn wręcz niewyobrażalny, potwierdzający utarty frazes, że niemożliwe istnieje tylko w naszych głowach. Kolejnym celem bohatera dzisiejszego wpisu jest złamanie 17 min na 5 km i myślę, że już niedługo ponownie będzie o nim głośno. Uporu na pewno mu nie brakuje, a to właśnie jest w bieganiu najważniejsze. Ważniejsze od tego, czy jesteśmy grubi, chudzi, albo czy mamy zdrowe obie nogi. Dlatego nie zastanawiajcie się, czy biegacie szybko, czy może wolno, bierzcie przykład z Andy'ego Granta i nie bójcie się realizować swoich marzeń, bo życie człowieka bez nich jest puste i bezsensowne. :) Tym oto filozoficznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis. Do następnego!





















Komentarze